Wygląda na to, że ostatnio więcej podróżuję, niż dekupażuję:) Ale to nie znaczy, że decou poszedł w odstawkę, o nie! Z koleżanką-entuzjastką zamówiłyśmy tonę rzeczy z Drewlandii. Akurat byłam we Wrocku, jak przyszła paczka. Mąż mówi, że omal się nie przewrócił, jak zobaczył te paki… A myśmy z tylu rzeczy jeszcze zrezygnowały:)))

Cały czas zapominam zabrać ze sobą aparat foto jak idę do mamy, żeby pstryknąć domek na klucze, który jej podarowałam. Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

Wczoraj też pobierałam nauki w Kreatywnie.com/Trojmiasto. Jakoś nie mogłam się zabrać za cieniowanie pittorico, choć teoretycznie wiem, czym to się je, więc postanowiłam dać się poinstruować od początku. Robiłyśmy tabliczkę na drzwi. Ja zostawiłam sobie puste miejsce, bo jeszcze nie wiem, jaki numer, a może literkę tam wstawię. Cieniowanie pittorico nie jest proste, ale na pewno jest to kolejny ważny krok w dekupażowaniu. Nie jestem do końca przekonana, czy jest to moja bajka, bo chyba wolę proste, graficzne formy (co zresztą widać w moich pracach), ale na pewno warto czasem tę technikę zastosować. Pierwsze koty za płoty!!!

 Teraz tylko powstała nowa lista zakupów…:D  Farby, gąbeczki…

Kupiłam też śliczny szablonik z literkami i nie mogę się doczekać, kiedy go zastosuję!

 Miniony weekend spędziłyśmy z moją kumpelą-dekupażystką u mojej przyjaciółki we Wrocławiu. To moja druga wizyta w tym mieście. Jest naprawdę piękne i wielkomiejskie w takim dobrym sensie. Dużo fajnych knajpek, w których siedzi dużo młodych ludzi… z laptopami!!! Jakoś w innych miejscach mi się to nie rzuciło w oczy (ale to może dlatego, że tu na miejscu nie „bywam” zbyt często). Dużo spacerowałyśmy, przede wszystkim po Ostrowie Tumskim i Rynku, jadłyśmy dobre rzeczy (w Mexico Barze oraz w restauracji indyjskiej, mniam…), długo spałyśmy i nigdzie się nie spieszyłyśmy… Czyli to, co najmilsze w życiu:) We Wrocku zima pełną gębą i oto co nas zachwyciło tuż przy Ostrowie, przy uroczym sklepiku z bibelotami o nazwie „Manufaktura”:

 

 

Najbardziej podobał mi się Ostrów właśnie. Niesamowity klimat z przeszłości, miasto w mieście. Wokół zamarznięta Odra, a nieopodal piękny ogród botaniczny. Niestety w zimie zamknięty, ale pamiętam go z lata – zachwycający.

 

Na wyspę, na której leży Ostrów Tumski prowadzi most, rzecz jasna Tumski. Od niedawna (jak byłam tam pięć lat temu, to jeszcze tego nie było) kultywuje się tam nową świecka tradycję:) – a mianowicie zakładanie kłódek, które mają gwarantować wieczną miłość.

 

Ciekawe… A tu jeszcze Ostrów zza rzeki:

Rynek też jest piękny, choć jak już pisałam, „kościelna wyspa” zrobiła na mnie największe wrażenie. Niesamowitą choinkę mogli podziwiać wrocławianie i turyści, naprawdę piękna. Widać ją w tle. Zwróćcie uwagę na budynek stojący za nią. Podobno był pomysł, żeby cały rynek odbudować w takim stylu. Brrr… Na szczęście ten „genialny” pomysł upadł.

 

A tu Fredro pod puchową pierzynką:

I jedna z wielu uroczych ulic Wrocławia. Mam nadzieję się wkręcić bardziej w klimat, bo przyjaciółka pożyczyła mi aż cztery książki Marka Krajewskiego opowiadające o przestępstwach w Breslau:D

A tu detal ze spaceru bulwarem nad Odrą: podwójne oparcie.

Na pyszne kakałko poszłyśmy do Mleczarni. Bardzo klimatyczne miejsce. Po drodze przeleciało obok nas stado ptaków.

I to by było na tyle. Drugiego dnia nie brałam ze sobą aparatu, bo padał śnieg. Innym razem odrobię. A tymczasem pozdrawiam wszystkich, którym się chce tu zaglądać. Każda wizyta jest dla mnie bardzo miła! Witam serdecznie także nowe obserwatorki!

Mam nadzieję, że następnym razem uda mi się pokazać jakieś rękodzieło:)

Zatem do następnego!

Magda