Mało mam czasu ostatnio, bo dużo myślę:))) A tak na serio to mam sporo pracy, jest Majeczka i faktycznie dużo myśli mi się kłębi… Przede wszystkim o tym, aby spełnić me wielkie marzenie o podróży dookoła świata. No, może wokół połowy świata. Myślę sobie, że mamy na to jakieś 5 lat, zanim Maja pójdzie do szkoły. Zajrzyjcie koniecznie tutaj, to niesamowicie inspirujące miejsce: http://careerbreak.pl/. Was też tak woła wielki świat? Ja jak myślę o podróżach to normalnie aż się trzęsę z emocji, a niestety ostatnie 5 lat nie obfitowały w nie, bo kupiliśmy dom i remontowaliśmy się namiętnie, co jak wiadomo pochłania wiele pieniędzy, czasu i energii. Ale co się odwlecze to nie uciecze, prawda? Tu na zrobienie „smaka” widoczek z Turcji z okolic Fethiye. Pani łowi ryby na obiad:

W tak zwanymi międzyczasie zrobiłam kilka prac. Oto pudełeczko zrobione z okazji chrztu. W środku będzie jeszcze mniejsze pudełeczko, już kupne, w którym znajdować się będzie srebrna łyżeczka z datą i wymiarami dzidziusia przy urodzeniu i z miejscem na pierwszy mleczny ząbek, który wypadnie! Bardzo mi się podoba taki prezent, sami dostaliśmy srebrną łyżeczką na chrzest Mai i uważam, że to piękna pamiątka.

Kolejna rzecz to pudełeczko dla małej Julii. Mam nadzieję, że się jej spodoba.

A tu komódka dla panny Emilki, z okazji I Komunii Św. Dokupimy jej jeszcze jakąś okolicznościową biżu i włożymy do jednej  z szufladek. BTW, pamiętacie Mon Chichi? Jak ja marzyłam o tej małpeczce… I któregoś dnia ją dostałam od mojej cioci Halinki kochanej, ależ byłam szczęśliwa!!!

Chustecznik, który zrobiłam kiedyś, ale do mnie na chwilę wrócił, bo tasiemka zaczęła się odklejać i musiałam ją naprawić. Dość wiosenny, n’est-ce-pas?

Pudełeczko retro na urodziny Kasi. Podobno się podobało:)

A na koniec smutna wiadomość. W piątek 15 kwietnia po raz ostatni widzieliśmy naszego kota Gacka, aka Czarnego… W rok po tym, jak straciliśmy Rufuska. Strasznie mi smutno z tego powodu. Może jeszcze wróci, ale jestem prawie pewna, że go ktoś zabrał. On był (jest?) strasznie ciapowaty, tylko wokół domu krążył, najchętniej to by siedział przy kominku albo na tarasie, nie miał żądzy przygód za grosz, dlatego nie wierzę, że sam poszedł w długą. Pieszczoch wyjątkowy, nie znam drugiego takiego pieszczocha. A jak fajnie pozwalał się Mai zaczepiać… I teraz nie mamy żadnego kotka:((((

Z wiosennymi pozdrowieniami,
Magda