Ależ mnie dawno tu nie było… Aż wstyd. Na początku stycznia skończył mi się urlop macierzyński, a zatem i beztroska laba… No, może nie taka beztroska, bo zajmowanie się dzieckiem też trochę czasu pochłania. Praca w domu ma swoje niezaprzeczalne plusy. Na razie jakoś udaje się łączyć obowiązki mamy i zawodowe, choć oznacza to, że pracuję głównie wieczorami, jak już Maleństwo zaśnie. Ale nie narzekam, bo dzięki temu mogę spędzać z moją córcią cały dzień.

Na urodziny teściowej zrobiłam pudło na zdjęcia, sama między wierszami zgłosiła takie zapotrzebowania, a ja aż ręce zatarłam, bo nie wiedziałam co jej sprawić. To moja pierwsza praca od wielu wielu miesięcy, więc proszę o wyrozumiałość:) Na dole bejca, na górze farba kremowa w spreju, do tego szablon z napisem i papier decoupage, na górę lakier w spreju (czas to pieniądz… albo więcej snu).

Odkąd okazało się, że mogę znaleźć czas na decoupage, to mam ochotę na nowe prace. Zostało mi trochę zapasów drewnianych przedmiotów, więc mam co robić. Mam nadzieję, że wkrótce pokażę nowe prace.

A tak poza tym to jestem wciągnięta po uszy w trylogię Millenium Stiega Larssona (dzięki opanowaniu techniki czytania przy karmieniu piersią mam na to więcej czasu:) . A przecież ja (niby) nie przepadam za kryminałami! Podziwiam ludzi, którzy umieją uknuć takie intrygi. Książki są niesamowite. Każda ma po 500 stron z okładem, a gdy ją kończysz, to żałujesz, że to już… Właśnie zaczęłam ostatnią część. Polecam. Z czystym sercem polecam także książki Marka Krajewskiego, też kryminały zresztą, całą serię o Breslau, a ostatnio „Erynie”. Ale uprzedzam, to dla czytelników o mocnych nerwach. Mnie się i po Millenium i po Krajewskim koszmary śnią… A i tak czytam.

Pozdrowienia!
M