Ależ wyjątkowo korzystnie przypadły w tym roku święta i sylwester, nieprawdaż? Szkoda, że przez moją operację (rekonstrukcja kolana) nie mogliśmy się nigdzie wybrać, ale i tak spędziliśmy ten czas fantastycznie w gronie rodzinnym. Na sylwestra mieliśmy się wybrać do znajomych, ale dzieci złapały jakiegoś wirusa żołądkowego i zostaliśmy w domu. Tata zakupił stos fajerwerków dla dzieci i miały radochę.
W Nowym Roku życzę Wam i sobie odwagi
i konsekwencji 
w spełnianiu planów. 
 
A teraz chciałabym jeszcze wrócić do świąt i choinki, a konkretnie tego, co pod nią znaleźliśmy. Może ktoś znajdzie pomysł na prezent? Jak zwykle Święty Mikołaj oszalał, jeśli chodzi o dzieci. I tak dobrze, że tylko w ten sposób, bo od dwóch lat odstąpiliśmy od zwyczaju, że każdy daje każdemu…. Powtarzam się, ale leży mi to na sercu, bo jestem bardzo przeciwna napędzaniu i pielęgnowaniu bezmyślnego konsumpcjonizmu. O tym jeszcze wspomnę na końcu posta. Ale dzieci miały ogromną radość, muszę przyznać. Choć gdyby dostały 1/3 prezentów też by się cieszyły, a może i bardziej? Mikołaj (3 l.) jest jeszcze taki nieświadomy, że gdy go pytaliśmy, co by chciał pod choinkę, to mówił, że czekoladkę… Cieszyłby się ze wszystkiego! Maja (5 l.) jest już bardziej świadoma swych potrzeb i możliwości św. Mikołaja. „Napisała” list, w którym na pierwszym miejscu wymieniła latającą wróżkę Flutterbye. Zabawa przednia dla obojga dzieci!!!
Wróżkę ładuje się na podstawce. W pełni załadowana polata ok. 10 minut, a uwierzcie, że to bardzo dużo. Ten model w dodatku ma kolorowe diody, co daje świetny efekt w ciemnościach. Dzieci robiły zapisy, kto teraz puszcza wróżkę. Moim zdaniem dzieci w naszym wieku mogą ją puszczać tylko pod nadzorem dorosłych.
Kolejny hit dla obojga to gra operacja. Trzeba z ciała „pacjenta” wyjmować elementy za pomocą metalowej pęsetki tak, aby nie dotknąć brzegu otworu. Jeśli dotkniesz, nos „pacjenta” świeci na czerwono i rozlega się nieprzyjemny dźwięk. Świetna zabawa, także dla dorosłych! Byłam zdumiona, że nasze dzieci tak świetnie sobie z nią radzą.

 

Kolejny prezent, który ucieszył oboje – Hot Wheels z trasą zjazdową! Znowu puszczali na zmianę, robili wyścigi i badali możliwości toru.

A poniżej coś, co zrobili od razu w pierwszy dzień świąt. Prezenty DIY. Miki dostał maseczki, które sam, z moim nadzorem skleił, a Maja przytulankę sówkę, którą również w dużej mierze sama skleiła/zszyła w całość. Fantastyczne prezenty!
Ukochana Elza… Któraż dziewczynka o niej nie marzy… Ta w dodatku ma MOC! Gdy podniesie lewą rękę, prawa strzela lodową gwiazdą w załączonego do zestawu śnieżnego potwora, albo w inny dowolny cel. Niezły patent, co? 🙂 Muszę przyznać, że ma przepiękną suknię.
Poniżej coś, co dla mnie, dziecka PRL-u byłoby szczytem marzeń… Chybabym zwariowała ze szczęścia, gdybym coś takiego wtedy dostała… Zresztą, każdy z pokazywanych prezentów wzbudziłby mój zachwyt :). Cukierenka dla Barbi. Nie zabrakło w niej żyrandola, tycich widelczyków czy tacy z ciastami. Dziś oczywiście widzę „plastykowość” tego zestawu, a Barbie nie należy do moich ulubionych zabawek z różnych względów, niemniej wzbudza we mnie dawne wspomnienia, gdy tak pragnęłam ją mieć w szarych latach 80’… Muszę przyznać, że zarówno Maja, jak i Miki się trochę bawią tym prezentem 🙂 Nie wiem, czy nawet Miki nie bardziej.
Zestaw dla małej wróżki-motylka. Badziew z Allegro (sama kupowałam, to mogę tak pisać :), ale radości dał mnóstwo! Maja w zasadzie całe święta przechodziła w tych skrzydełkach i opasce (w tle).
Super prezent dla chłopca! Książka z parowozikiem i trasami do niego. Każda może funkcjonować osobno, ale można je też wyjąć i połączyć w jedną dużą trasę. Jednorazowe nakręcenie parowozika pozwala na przejechanie prawie całej długiej trasy. Świetny pomysł. Dostępne w Empiku.
Gra w głodne hipcie była na liście życzeń Mikołajka (jak już z niego wydusiliśmy coś poza czekoladką). Gra banalna i niewymagająca myślenia, ale jest przy niej mnóstwo zabawy. Wygrywa ten, którego hipcio „zje” więcej kuleczek. Oboje mają z tej gry wielką radość.

A tu coś bardziej dla mamy, ale oni też docenią, oj docenią… Jak im zacznę czytać wieczorami. To moje ukochane książki z dzieciństwa, do których sama chętnie zaglądam co i rusz. Czy ja już wspominałam, że uwielbiam bajki? To mój ulubiony gatunek, w literaturze i kinie. Kiedyś miałam „Opowieści z Narnii” (btw, kiedyś to się pisało przez jedno i, co moim zdaniem było poprawną pisownią) w pięknym dwutomowym wydaniu, niestety pożyczyłam i nie wróciło do mnie… A w poniższym zestawieniu opowieści o Mary Poppins znajdują się takie, których nigdy wcześniej nie widziałam. Polecam gorąco!

Znowu coś, co raduje mamusię… Na szczęście dzieci też. „Dzieci z Bullerbyn” to moja kolejna ukochana książka, pisałam o niej TUTAJ, poniżej w wersji audio. Oprócz tego Pippi, Lotta z ulicy Awanturników, Emil ze Smalandii, Karlsson z dachu, wszystko czytane uroczym głosem Edyty Jungowskiej. Nie zabrakło przygód Mikołajka, pirata Rabarbara i „Piegowatych opowiadań”, przy czym te dwie ostatnie pozycje to dla mnie nowości, na temat których jeszcze nie mam zdania.

Ponadto dzieci dostały także klocki, puzzle, przytulanki i parę jeszcze innych, zupełnie im niepotrzebnych rzeczy 🙂

No i znalazło się także coś dla mamusi… Przepiękne perfumy Tresor In Love. Eleganckie, subtelne, dość słodkie, ale nie przesłodzone. Skąd ten Mikołaj wiedział…? Do tego prześliczny pierścionek, misternie fasetowany, z akwamaryną chyba.

„Magię sprzątania”  Marie Kondo kupiłam sobie sama. Jestem już po jej lekturze i poświęcę jej osobny post. Pisałam we wstępie, że mierzi mnie bezmyślny konsumpcjonizm. Myślę, że dzięki tej książce możemy zobaczyć, ile niepotrzebnych rzeczy nas otacza, które nas wcale nie uszczęśliwiają, a wręcz przeciwnie, wchodzą nam na głowę i przytłaczają. Pomoże nam się z nimi rozstać w pokojowy sposób 🙂 Ktoś z Was miał już przyjemność ją przeczytać?

Dziękuję pięknie za wizytę. Jeszcze raz wszelkiej pomyślności w nowym roku! A gdybyście mieli pytania co do pokazanych przeze mnie podarunków, to proszę zadawać w komentarzu, na pewno odpowiem.

Uściski noworoczne!

Magda