Witam serdecznie w Nowym Roku!!! Mam nadzieję, że będzie lepszy niż poprzedni, czego i Wam serdecznie życzę!

Szczerze mówiąc to cieszę się, że Święta już minęły. Przede wszystkim ze względu na mój żołądek…:) Ale też przyjemnie jest wrócić do codziennych obowiązków po okresie laby. Taki zresztą jest chyba sens odpoczynku. Teraz tylko obserwuję, jak dni stają się coraz dłuższe i z wytęsknieniem czekam wiosny i lata… Te Święta to są tak na osłodę zimowych ciemności i słoty… Czeka się na nie i czeka, a jak miną, to kolejnym celem jest już wiosenna Wielkanoc!

Mogę już pokazać prezenty, jakie zrobiłam najbliższym pod choinkę. Dla siostry i brata zrobiłam tace na nóżkach, takie, na których można przynieść do łóżka śniadanko… Sama chyba też sobie taką sprawię, nader praktyczna rzecz.

 

Dla Mamy zrobiłam domek na klucze, ale nie zdążyłam go sfotografować. Następnym razem:)

W sobotę zrobiliśmy sobie ze znajomymi cudny wypad do Torunia. W Toruniu ostatnio byłam na ślubie koleżanki na studiach, ale nie miałam niestety czasu pozwiedzać tego wspaniałego miasta, a wcześniej w podstawówce na wycieczce szkolnej, z której najbardziej pamiętam planetarium. Mimo mrozu zrobiliśmy sobie solidny spacerek do ruin zamku, do krzywej wieży (naprawdę jest krzywa!), na szczyt ratusza, żeby podziwiać panoramę miasta, po muzeum w ratuszu, do katedry NMP. Jest naprawdę pięknie!!! A latem na pewno jeszcze piękniej.

 

Zajrzeliśmy też do planetarium na seans pt. „Gwiazda Betlejemska”, na którym z mężem… przysnęliśmy trochę, bo tam było tak ciepło, ciemno i lektor przemawiał takim kojącym głosem… Niemniej uważam pokaz za bardzo interesujący. Dotyczył spekulacji czy rzeczona Gwiazda to mit, czy faktycznie jakieś zjawisko niebieskie, które mogło poprowadzić trzech mędrców do Jezusa. Wychodzi na to, że najprawdopodobniej w tym czasie z perspektywy Wschodu  (czyli skąd przyszli trzej mędrcy) nachodziły na siebie Jowisz i Wenus, dając podwójny blask.

Co mnie najbardziej w Toruniu uderzyło, to mnóstwo małych przyjemnych niespodzianek ukrytych to tu, to tam… Na przykład figurki mieszczan umieszczane na murach, ot, tak po prostu, żeby było ładnie.

 

Albo figurka kota, który ponoć uratował miasto przed Szwedami, widziana z ratusza… Niby nic, a cieszy.

Jest też minipomnik poświęcony profesorowi Filutkowi i jego pieskowi Filusiowi.

Nieopodal stoi piękny osiołek z brązu, ale jego historii niestety nie poznaliśmy.

Piękne też są dekoracje świąteczne wiszące nad całym rynkiem, ale nie tylko. Zaś na Rynku Nowomiejskim jest wspaniałe lodowisko i ogromna szopka bożonarodzeniowa. Gdybym miała czas to bym chętnie pojeździła na łyżwach.

 

Z drugiej strony zaskoczyło nas, że tak wiele budynków jest opuszczonych i zaniedbanych w okolicy Wisły. Aż wierzyć się nie chce, że nie ma chętnych, aby się nimi zaopiekować. Jedyne co mi przychodzi do głowy to nieuregulowane kwestie prawne, w wyniku których budynki popadają w ruinę. Szkoda, ale może to się wkrótce zmieni? Tym bardziej, że Toruń pretenduje do miana Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

Jeszcze kilka słów o muzeum w ratuszu. Na piętrze jest wystawa malarstwa polskiego, co mnie średnio ciekawi, choć niektóre egzemplarze naprawdę świetne. Natomiast na dole w jednym skrzydle jest wystawa toruńskiego rzemiosła artystycznego. Niesamowite są wyroby rozmaitych cechów. Były tam i ogromne zamki z kluczami, kafle do pieców, wyroby z cyny, szyldy rozmaitych cechów i ich atrybuty, przedmioty codziennego użytku… No i wspaniałe formy do pierników! Misterne, skomplikowane, niezwykłe!

W drugim skrzydle jest wystawa gotyckich witraży, malarstwa i rzeźby. Naprawdę niesamowite, zobaczcie kilka. Wrażenie jest tym większe, jeśli wyobrazimy sobie, jak stare są te dzieła…

 

 

 

 

To tyle o naszej wycieczce… Już ostrzę zęby na następny wypad. Może Pelplin w połączeniu z Chełmnem?

Serdeczne pozdrowienia w Nowym Roku!

Magda

PS. Tym razem za obiektywem stał mój mąż.