Jeszcze nie ma trzeciej, a jest tak mroczno… Cholerka, nawet zdjęć nie można zrobić ładnych, bo z fleszem są takie sztuczne i ble. Na szczęście to ostatnie takie dni, za trzy tygodnie będą się robić coraz dłuższe… Zresztą, i tak mi coś karta pamięci w aparacie szwankuje, albo to coś do jej odczytywania w komputerze. Kiedyś, jak tylko włożyłam kartę, pokazywał się plik, a teraz cicho i głucho:( Muszę zgłębić sprawę.

Dzięki Elle (która nie ma o tym pojęcia:) poznałam sympatyczny darmowy programik do obróbki zdjęć o wdzięcznej nazwie PhotoScape, do pobrania z netu. Niezwykle prosty w obsłudze, a pozwalający się nieco pobawić fotkami. Poniżej zamieszczam collage zdjęć-pamiątek z Bułgarii. Ale frajda i w dodatku takie proste!!! Dzięki Elle!

Tyle sobie obiecywałam świątecznych robótek, a nawet nie mam czasu zabrać się za zamówienia. Roboty ciągle huk. Zrobiłam wieszaczek z czterema kołkami dla siostry (jak mi sprzęt nawiąże współpracę, to wrzucę). Kończę skrzyneczkę i jedną tacę, a druga w kolejce.

W niedzielę obejrzeliśmy rodzinnie wspaniały film w reżyserii Clinta Eastwooda pt. „Gran Torino”. Reżyser obsadził się także w roli głównej. Gra zgorzkniałego, rozgoryczonego rasistę. Walt Kowalski jest odpychający w obejściu, niemiły, nieuprzejmy, a po śmierci ukochanej żony nie ma nikogo, kto by go mógł przekonać, że świat nie jest zły. Po prostu stary zgred. Jednak później okazuje się, że nie bezpodstawnie. Przeżył straszne chwile w Korei. Jego rodzina skupia się na rzeczach materialnych i nie umieją ze sobą rozmawiać (zresztą nie dziwię się, bo on jest naprawdę odpychający, a oni z kolei płytcy). W zasadzie jest sam (oprócz cudnej labradorki Daisy) i ze swej werandy obserwuje powolny upadek obyczajów i wartości, jakie znał i szanował. Na domiar złego jego w jego dzielnicy zamieszkuje coraz więcej imigrantów. Nic, tylko się załamać…
Pewnego dnia niechcący zostaje bohaterem dla skośnookich sąsiadów i to wyraźnie wbrew swej woli. Powoli nawiązuje się przyjaźń między nim a rodzeństwem imigrantów. Walt Kowalski zdaje sobie sprawę, że wartości, do których tęskni, są cały czas kultywowane u orientalnych sąsiadów i że w zasadzie łączy go więcej z nimi niż z rodziną. Jest gotów oddać im wszystko…
Piękny, wzruszający film. Dramat, lecz nie pozbawiony elementów komediowych. Zapadł mi w pamięć, myślę, że na długo… jeśli macie okazję, koniecznie obejrzyjcie, choćby dla Clinta Eastwooda.

 

Niby mam tyle roboty, ale w głowie się kłębią pomysły… Chyba dojrzałam spróbować swych sił w scrapbookingu. Kupiłam już kilka dziurkaczy ozdobnych (ale to jest miłe, wycinać nimi ozdobne kształty!!!), mam gilotynkę suwakową już od jakiegoś czasu, pędzelków i nożyczek u mnie ci w bród! Zastanawiam się tylko, jaki fachowcy mają patent na przyklejanie małych elementów. Pędzelek, klej i pęseta? Może ktoś mi podpowie, albo odeśle pod dobry adres? Mam nadzieję, że przed Świętami jeszcze coś zdziałam.

I to by było na tyle przemyśleń… Mam nadzieję, że następnym razem będę miała się czym pochwalić. Pozdrowienia grudniowe!!!