…NOT!!!. Oczywiście że nie!!! Kocham wnętrza i design , i niech tak zostanie 🙂 Ale jestem także kobietą, która chce ładnie wyglądać.  I  chciałabym się dzisiaj z Wami podzielić moimi doświadczeniami z marką Lumene. Kto zna, kto pamięta? Ja pamiętam ją sprzed lat około 15, i to głównie z kolorówki.  Mieli wspaniałe, hipoalergiczne kosmetyki, w tym rewelacyjną bazę pod cienie do powiek. Dzięki niej trzymały się obłędnie długo!!!  Moja siostra, która jest  koszmarnym alergikiem, mogła używać kolorówki Lumene  jako jednej z naprawdę niewielu. A potem…. Lumene znikło, nad czym siostra zwłaszcza bardzo ubolewała.

Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy zobaczyłam Lumene w nowej, odświeżonej szacie na konferencji See Bloggers 2017. Marka od zawsze bardzo dobrze mi się kojarzyła , dlatego przemiłe panie na stoisku wcale nie musiały mnie zachęcać do zatrzymania się przy nich.  Już wcześniej te fińskie  specyfiki przywodziły mi na myśl nieskazitelną naturę,  brak sztucznych dodatków, zrównoważoną produkcją z poszanowaniem środowiska, świeżością, naturalnością. I to się nie zmieniło, choć marka przeszła lifting.  Na pierwszy rzut oka na pewno zmieniły się  logo  oraz opakowania – ja pamiętam granatowe, dziś są białe.

Niestety, jest problem z kupieniem produktów Lumene! Część produktów można kupić w necie, np. kochamkosmetyki.pl czy makeup.pl, ale mam wrażenie, że to nie jest pełna oferta. Chyba najwięcej jest na mojekosmetyki.pl. Podobno są w prywatnych drogeriach, niestety ja na taką nie natrafiłam. Gdy piszę te słowa nie ma listy sklepów stacjonarnych nawet na oficjalnej stronie marki, tj. www.invisibleillumination.pl. Ale… mam przeczucie, że to się wkrótce mocno zmieni! 🙂  Edit: na stronie jest już lista sklepów stacjonarnych:  

Jeśli chodzi o pielęgnację, to marka proponuje trzy linie: LAHDE – nawadniająco-dotleniającą (10 produktów), VALO – rozświetlającą (8 produktów) oraz SISU – detoksykacyjną (6 produktów).  Wspólnym hasłem jest „Piękno zrodzone z arktycznego światła”.  Każda z tych linii  zawiera jeden wiodący składnik. W przypadku serii Lahde jest to arktyczna woda źródlana,  Valo – ekstrakt z maliny moroszki, SISU – ekstrakt z kory arktycznej sosny i sęków arktycznego świerku. Do testowania otrzymałam  maskę oczyszczającą SISU, krem na noc VALO oraz krem na dzień LAHDE.

 

MASECZKA GŁĘBOKO OCZYSZCZAJĄCA Z SERII SISU

Zaczęłam od maski, którą widać poniżej:

Pierwsze wrażenia: bardzo estetyczne opakowanie, konsystencja kremowa, ze złuszczającymi drobinkami, pachnąca przyjemnie drzewem iglastym. Zgodnie z instrukcją produkt należy nałożyć na czystą, suchą twarz i zmyć po 5 minutach.  Muszę przyznać, że bardzo przyjemnie się go nakłada. Jest dość gęsty, więc nie spływa  z twarzy. Wyczuwszy drobinki nie mogłam się powstrzymać, aby nie pomasować twarzy jak przy peelingu. Po pięciu minutach  maski prawie nie było widać na twarzy,  bo wyschła, ja zaś odczuwałam delikatne mrowienie. Po zwilżeniu wodą znowu musiałam pomasować twarz – silniejsze ode mnie :), czemu bardzo sprzyjają drobinki. Po pierwszym użyciu mogę  powiedzieć, że twarz była bardzo gładka i  ładnie zmatowiona. Na pewno powtórzę zabieg.

 

KREM NA NOC Z SERII VALO Z WIT. C

Po maseczce nałożyłam krem na noc z serii Valo z witaminą C.  To już dobrze, bo bardzo lubię kosmetyki z  tą witaminą. Pachnie świeżo, owocowo (to pewnie ta malina moroszka), lecz bardzo delikatnie, co jest zaletą, bo nie lubię intensywnych świeżych duftów. Konsystencja jak dla mnie dość gęsta – akurat na noc, na dzień byłby zbyt gęsty.  Po nałożeniu dość długo wchłania się, co na szczęście przy kremie na noc nie jest dużym problemem.  Świetnie zmiękcza skórę.

 

NAWILŻAJĄCY KREM Z SERII LAHDE

Rano użyłam nawilżającego kremu z serii Lahde. Dużo lżejsza konsystencja niż kremu na noc.   Zapach delikatny, świeży, ale już nie owocowy. Twarz  jest faktycznie ładnie nawilżona i nawilżenie to utrzymuje się w zasadzie do końca dnia, przynajmniej na mojej cerze.  Teraz jest normalna, ale za młodu była tłusta/mieszana, pewnie stąd moje upodobanie do lżejszych kosmetyków.  Podoba mi się, że Lumene proponuje nam kosmetyki bez zbędnej chemii, tj. parabenów, donorów formaldehydu czy olejów mineralnych.

 

MAKIJAŻ HYBRYDOWY

Teraz to co lubimy najbardziej: kolorówka! Do testowania dostałam Instant Glow Beauty Serum, które można stosować przed podkładem lub je z nim wymieszać, oraz rozświetlacz w kremie Instant Glow Watercolor Blush. Oba z nowej linii makijaży hybrydowego Invisible Illumination. Hybrydowy, bo upiększa jednocześnie pielęgnując. To nowość, w sprzedaży są od sierpnia tego roku.

Pierwsze, co rzuca się w oczy to ich NIESAMOWICIE LEKKA KONSYSTENCJA, w zasadzie płynna.  I cudowny, delikatny pudrowy zapach. Użyłam samego Instant Glow Beauty Serum, bez podkładu i cera wyglądała bardzo ładnie. Wcześniej nałożyłam krem nawilżający  z serii Lahde. Odczekałam chwilę, by się wchłonął, na to położyłam serum. Kolor ma dość neutralny, z moją cerą się dogadał. Świetnie się je nakłada, jest bardzo delikatne. Kosmetyk ładnie, delikatnie rozświetlił mi cerę, a kombinacja kremu z serum doskonale ją nawilżyła. Siłą przyzwyczajenia przyprószyłam cerę delikatnie pudrem sypkim. (Piszę , że siłą przyzwyczajenia, bo zdaje mi się, że nie jest przewidziane, aby na ten kosmetyk kłaść sypkie produkty.)

Po kilku dniach – to serum to mój faworyt. Teraz, latem spisuje się znakomicie. Jest lekkie, ale mocno nawilża twarz i daje jej piękny kolor oraz bardzo delikatny blask. Nie wiem szczerze mówiąc, czy ten blask wynika z zawartości serum, czy świetnego nawilżenia kremami na noc i dzień.

Na koniec na kości policzkowe nałożyłam  Nordic Light Instant Illuminizer w delikatnym różowym odcieniu (w ofercie jest też biały). Ten kosmetyk mocno opalizuje, jest bardzo perłowy. Myślę, że trzeba z nim dość ostrożnie, bo można przefajnować, zresztą jak z wszystkimi błyszczącymi specyfikami.  Położyłam odrobinę i musiałam go uważnie zatrzeć  granicę, by się nie odcinał od reszty twarzy. Myślę, że to kwestia wprawy. Ja na pewno muszę poćwiczyć.

Makijaż miałam na twarzy cały dzień. Cera wyglądała świeżo, lekko świeciła, ale nie tłusto, tylko zdrowo. Mam wrażenie, że rozświetlacza po pewnym czasie nie widziałam.

Bardzo mi się podoba to, że Lumene nie dzieli kobiet względem wieku, tylko potrzeb. Stawia na naturalne piękno. Zadaniem kosmetyków jest doprowadzić do tego, aby twarz wyglądała zdrowo i miała naturalny blask. Jeśli zależy Ci na mocnym kryciu, to nie są kosmetyki dla Ciebie. Tu liczy się podkreślenie urody, a nie namalowanie jej na nowo. Skóra ma wyglądać naturalnie i świeżo, aby było widać jej strukturę, a nie udawać matowe płótno.  To zdecydowanie moja bajka. Nie maluję się mocno, raczej naturalnie i trafia do mnie filozofia Lumene.

Jeśli chodzi o ceny, to są średniopółkowe, z wskazaniem na wyższe.  Dla mnie dość drogie, bo zazwyczaj kupuję kremy do max. 50 zł. Muszę jednak przyznać, że jestem z nich bardzo zadowolona i rozważam ich zakup , choć będzie to bardzo przemyślana decyzja. Mój hit to Beauty Serum.

Ceny

Maska oczyszczająca SISU  – około 130 zł  / 75 ml

Krem na noc z wit. C VALO – około 100 zł / 50 ml

Krem na dzień LAHDE – około  90 zł/  50 ml

Serum z podkładem Instant Glow Beauty Serum  – około 140 zł / 30 ml

Róż w płynie Lumene Instant Glow Wtercolor Blush – około 120 zł / 15 ml

Tak sobie myślę, że nordyckie klimaty wciąż u mnie przebrzmiewają… Jak nie podróże to kosmetyki… Coś w tym musi być! Choć Finlandia to nie Skandynawia,  z pewnością mają wiele wspólnego. Nie ukrywam, że bardzo mi odpowiadają te klimaty. Chyba czas się rozejrzeć za biletami do Helsinek 🙂 A jeśli chodzi o kosmetyki, to bardzo polecam pielęgnację, a serum jeszcze bardziej 🙂 . Rozświetlacza muszę się nauczyć.