Nie wierzę, że minął już rok, odkąd byliśmy w przepięknej Białowieży!!! Mogłabym się nie przyznawać i udawać, że to zdjęcia tegoroczne .:)

 A jednak – minął już rok. W cudownej Białowieży spędziliśmy tydzień. Tak blisko natury, coś pięknego.  W zasadzie wszystkie nasze atrakcje były związane z naturą.

Sama Białowieża jest urocza. Niewielka, czyściutka, schludna, ze swoimi drewnianymi domkami i malwami przed nimi. Muszę Wam się przyznać, że byłam ofiarą stereotypu, że istnieje Polska B.  Nawet jeśli istnieje, to jest piękna! Nie zauważyłam różnicy w postępie  gospodarczym czy cywilizacyjnym 🙂 Jeśli tak jest, to na pierwszy rzut oka różnic nie ma. Chyba że podział ten sięga głębiej i nie sposób go zobaczyć turystą będąc.

Muzeum Przyrodniczo-Leśne

Zwiedzanie zaczęliśmy od MUZEUM PRZYRODNICZO-LEŚNEGO (KLIK).  Zwiedza się je wyłącznie z przewodnikiem. Na obejrzenie ekspozycji stałej  należy przeznaczyć około 1 godziny.  Muszę przyznać, że wystawa jest świetna. Mnóstwo prawdziwych eksponatów, zaaranżowanych w ich naturalnym środowisku. Szczególnie zapadł mi w pamięć przekrój wgłąb ziemi, gdzie widać było np. lisią norę, gniazdo gryzoni czy kolonię mrówek. Dla dzieci raj. Kustosz opowiadała bardzo ciekawie. Szczerze  polecam.  W budynku znajduje się także wieża widokowa, z której roztacza się piękna panorama na puszczę. Imponujące wrażenie – morze zieleni!

Wycieczki specjalne z PTTK

Zdecydowaliśmy się pogłębić naszą znajomość z puszczą. Wybraliśmy dość długi spacer pod hasłem „Rodzinne wędrowanie z dziećmi”.  Warto było chodzić te dwie godziny! Zobaczyliśmy takie cuda, że do dziś pamiętam! Nawet dzięcioła trójpalczastego. Poniżej fotki z tegoż spaceru.

 

 

To jest grzyb, jakby ktoś się zastanawiał. Wygląda jak z ceramiki, nieprawdaż?

 

A takie ślady zostawia kornik-drukarz. Trochę kojarzą mi się z rysunkami z Nazca:

 

 

Zdecydowaliśmy się także na wycieczkę pt. „Oko w oko z żubrem”. Uwaga, dla hardkorowców. Ja ją nazwałam „Żubr Safari”. O ile dobrze pamiętam, to zaczęła się o 3 rano (nie, to nie pomyłka), W oparach mgieł i aurze tajemniczości podjechaliśmy po naszą przewodniczkę. Tropiliśmy i tropiliśmy żubra, ale nic nie wytropiliśmy, poza poczciwym Wikingiem, który zazwyczaj przychodzi w jedno miejsce i wcale nie trzeba wstawać o niechrześcijańskiej porze, aby go zobaczyć.  Co gorsza, druga część wycieczki widziała całe stado żubrów. Oraz jeleni. Darli z nas łacha do końca wycieczki 🙂

Na szczęście widoki, nawet bez żubra, były przepiękne. Poniżej parę kadrów.  A tu znajdziecie więcej WYCIECZEK Z PTTK (KLIK).

 

 

 

 

Park Pałacowy

Podczas naszego pobytu wróciliśmy jeszcze w okolice muzeum, a dokładniej mówiąc do PARKU PAŁACOWEGO (KLIK). Można go zwiedzać bez przewodnika i jest dostępny nieodpłatnie. Ja zapamiętałam z niego śliczny drewniany dworek myśliwski z 1845 roku, stawy oraz figury żubrów w rzeczywistym rozmiarze.

 

 

 

 

 

 

Szlak Dębów Królewskich

Wybraliśmy się także na spacer SZLAKIEM DĘBÓW KRÓLEWSKICH (KLIK).  Nie zajmuje wiele czasu, maksymalnie pół godziny, ale wrażenie robi ogromne. Potężne, kilkusetletnie drzewa noszą imiona królów. Każde jest opisane. Dowiemy się ile ma lat i jakie ma wymiary, a także co się działo paręset lat temu, gdy dąb był młodym drzewem. Niesamowite, aż ciarki przechodzą, gdy człowiek sobie pomyśli, czego to drzewo mogło być świadkiem…

 

 

Przejażdżka drezyną

Skorzystaliśmy także z atrakcji, jaką jest PRZEJAŻDŻKA DREZYNĄ (KLIK). Dzieci zwariowały, każde chciało pompować! I ta satysfakcja, że jedziemy dzięki sile naszych rąk! Bardzo polecam. Drezynę można wynająć w okolicy RESTAURACJI CARSKIEJ (KLIK), która sama w sobie jest atrakcją.  Powstała w zabytkowym budynku dworca kolejowego „Białowieża Towarowa” zbudowanego w 1903 roku dla Cara Mikołaja II. Obok znajdują się stacja oraz zabytkowe pociągi. Klimat wewnątrz  restauracji mnie przywodzi film „Nad Niemnem”. Nie jedliśmy tam, więc recenzji kulinarnej nie będzie, przycupnęliśmy tylko na kawę. Ale raczej należy do tych eleganckich – kelnerzy w białych koszulach i tacami w ręku uwijali się wokół gości.

 

 

 

 

 

Muzeum Sztuki Drukarskiej i Papiernictwa w Supraślu

Pewnego dnia pojechaliśmy w dalszą wycieczkę, a mianowicie do Supraśla, około półtorej godziny drogi na północ od Białowieży. Wiedzieliśmy, że znajduje się tam klasztor, a w zasadzie monastyr, bo prawosławny. Pięknie tam, i owszem, zajrzeć z pewnością trzeba. Ale prawdziwym strzałem w 10 było MUZEUM DRUKU (KLIK).  Na pierwszy rzut oka nie zajmuje ono sporo miejsca, zatem cena 12 zł od osoby dorosłej wydała mi się dość wygórowana, bo zakładałam, że spędzimy tam 15 minut. Nic  bardziej mylnego. Może i muzeum nie jest wielkie, ale nie rozmiar, a jakość się liczy!!! Takie muzeum to ja rozumiem!!! Wszystko oryginalne, działające. Można dotknąć, samemu obsłużyć maszynę (oczywiście pod czujnym okiem kustosza – my trafiliśmy na wspaniałą przewodniczkę). Spędziliśmy tam fantastyczne półtorej godziny. Uczestniczyliśmy w produkcji papieru czerpanego, poznaliśmy różne metody druku, wydrukowaliśmy własną ilustrację i wytłoczyliśmy ozdobną zakładkę.  Wyszliśmy stamtąd OCZAROWANI. Koniecznie tam zajrzyjcie, gdy będziecie w okolicy!

 

 

 

 

 

 

 

I parę ujęć monastyru w Supraślu. Piękny.

 

 

Drewniany meczet w Kruszynianach

Wracając nadłożyliśmy trochę drogi, bo zahaczyliśmy o Kruszyniany, miejscowości słynącej z polskich Tatarów. Sam król Jan III Sobieski nadał im tę wieś w podzięce za udział w wojnie z Turkami, w której wsparli siły Rzeczypospolitej. Znajduje się tam najstarszy do dziś  zachowany meczet tatarski w Polsce. Więcej o nim możecie poczytać TUTAJ (KLIK). Jak już będziecie w Kruszynianach, to koniecznie zajdźcie do  restauracji TATARSKA JURTA, (KLIK), prowadzonej przez potomków Tatarów sprowadzonych do Polski w XVII wieku.  Najbardziej zapamiętałam stamtąd kompot z rokitnika – był przepyszny.  Tatarska kuchnia nie jest bardzo różna od naszej. Korzystają podobnie jak my z warzyw korzeniowych, mięsa, sporo tam pierogów, dań jednogarnkowych czy gulaszy.  Ale bardzo smaczna, polecam.

 

 

 

Białowieża, w ogóle Podlasie jest świetnym miejscem na wypoczynek. Mnóstwo atrakcji, pyszne jedzenie (na bogato, odchudzać się tam nie warto), piękna, nieskażona natura. Ja się zachwyciłam i na pewno tam wrócimy. A dzieci do dziś wspominają żubry.

PRZYDATNE INFO

Podaję adresy miejsc, które widzieliśmy i które mogę polecić.

Atrakcje w Białowieży:

MUZEUM PRZYRODNICZO-LEŚNE  – ceny biletów dorosły 20 zł, ulgowy 16 zł, grupa do 25 osób 70 zł.

WYCIECZKI Z PTTK – ceny na stronie, bardzo różne, ale warto grupą.

PARK PAŁACOWY– idealny na spacer, wejście bezpłatne.

SZLAK DĘBÓW KRÓLEWSKICH   – o ile pamiętam dobrze, 4 zł dorosły, 2 zł dziecko.

PRZEJAŻDŻKA DREZYNĄ i RESTAURACJA CARSKA (BIAŁOWIEŻA TOWAROWA) – drezynę warto zamówić wcześniej. Koszt od  11 zł za osobę w zależności od trasy.

STACJA BIAŁOWIEŻA PAŁAC z fantastycznym placem zabaw, niestety płatnym.

SKANSEN W BIAŁOWIEŻY – nie jestem obiektywna, bo uwielbiam skanseny, także nic dziwnego, że polecam 🙂

Jedzenie:

BAR LEŚNA DZIUPLA , ul. Generała Aleksandra Waszkiewicza 7, 17-230 Białowieża. Zjesz tu babkę  ziemniaczaną, gulasz z dzika, pierogi, a wszystko na bogato, polane skwarkami i śmietaną. Jest moc. To nie jest moja ulubiona kuchnia, ale muszę przyznać, że na wakacjach smakowało obłędnie. Ceny za danie główne od 20 zł wzwyż.

Poza Białowieżą:

MUZEUM SZTUKI DRUKARSKIEJ I PAPIERNICTWA w Supraślu – must-see! Koszt  12 zł osoba dorosła i 6 zł dzieci, za warsztaty dodatkowo 6 zł od osoby, ale warto.

DREWNIANY MECZET i RESTAURACJA TATARSKA JURTA w Kruszynianiach – meczet co łaska, o ile dobrze pamiętam. Ceny w Jurcie umiarkowane, lecz nie tanio. Niestety na stronie nie ma menu z cenami.