Ubiegłe wakacje spędziliśmy na pięknej Malcie. Kryterium wyboru było proste – lecimy z Gdańska, czyli z najbliższego lotniska, żeby do maksimum skrócić podróż z dziećmi. Okazało się, że Ryanair ma przyjemną propozycję. Za naszą czwórkę zapłaciliśmy 2100 zł za bilety w obie strony. Bilety kupione, klamka zapadła!!!

Oczywiście zanim kupiłam bilety, zrobiłam wywiad. Okazało się, że ta maleńka wyspa (14 x 28 km) niedaleko Sycylii to prawdziwa perełka!!! Piękna pogoda, cudowne pejzaże, smaczne jedzenie (któremu poświęciłam osobny wpis TUTAJ :)), niesamowita historia,  charakterystyczna architektura, uprzejmi ludzie, bezpiecznie… czegóż chcieć więcej??? Teraz zostało nam wybrać kwaterę. Nie było tu już tak kolorowo. Dość późno się za to wzięliśmy, nie było już dużego wyboru. Szukaliśmy kwatery dla ośmiorga, może taką trudniej znaleźć? Udało się nam się w końcu znaleźć coś w przyzwoitej cenie.  Jednak jeśli szukasz tak jak my lokum przez Airbnb, mam dla Ciebie kilka porad. My przeliczyliśmy się niestety w kilku kwestiach.

1. Sprawdź czy lokum jest dobrze skomunikowane z resztą świata.
Owszem, sprawdziłam, że z naszej miejscowości jeżdżą autobusy do pobliskiego Rabatu-Mdiny. Okazało się, że łatwo jest z wyjechać, lecz wrócić znacznie gorzej. W ogóle komunikacja miejska na Malcie to temat-rzeka. Niby jest, ale okropnie zawodna. Nie raz zdarzyło nam się czekać godzinę-dwie na autobus do naszej wiochy.

2. Sprawdź bliskość plaży (oczywiście, jeśli Ci na tym zależy).
Ok, na mapie było blisko do wody. Mapa nie kłamie. Jednak bliskość wody to nie to samo, co bliskość plaży.  Mimo, że mieliśmy do wody blisko, była ona właściwie nieosiągalna dla nas z uwagi na strome zejście, nienadające się dla dzieci. Warto zawsze dopytać.

3. Sprawdź dobrze konfigurację łóżek.
U nas dwie osoby musiały spać w tzw. wspólnej przestrzeni, czyli po ludzku mówiąc w salonie. Nie był to dla nas jakiś duży problem, ale niektórym może bardziej zależeć na intymnej przestrzeni do spania.

4. Sprawdź, jak blisko znajduje się większy sklep.
W naszej wiosze były tylko małe sklepiki, dość drogie. Większe zakupy musieliśmy targać z daleka.

5. Banał, ale… zapisz adres i numer telefonu właściciela kwatery. 
Nie wiem jakim cudem tego nie zrobiłam i przeżyliśmy niewyraźne pół godziny, zanim znaleźliśmy kwaterę i skontaktowaliśmy się z właścicielem. Wylądowaliśmy w takiej dziurze, (Bahrija), że domy nawet nie miały numerów. 🙂 

To tyle od Cioci Dobrej Rady .:)  Teraz może więcej o Malcie.  Z mojego punktu widzenia to miejsce to niezwykła kombinacja orientalnego i chrześcijańskiego świata. Klimat, język przywodzą bardziej na kraje arabskie, ale jest to kraj na wskroś chrześcijański. Podobno na wyspach Malty jest kościołów na każdy dzień roku!

Poznawanie  wyspy zaczęliśmy od pobliskiego Rabatu-Mdiny. To w zasadzie dwa miasta obok siebie – historyczna Mdina za murami i młodszy Rabat tuż obok. Już w nim widać typowe dla Malty wykusze i wizerunki świętych na każdym kroku. Dla wyspy typowe są także przyciągające oczy, kolorowe drzwi.

Słowo o kultowym napoju z gorzkich pomarańczy, czyli Kinnie. Jest przepyszny!!! Bardzo żałuję, że nie można go dostać w Polsce. Ogromnie mi smakował, nadaje się doskonale do drinków, chłodny bardzo skutecznie gasi pragnienie. Koniecznie go spróbujcie na Malcie.

Po Rabacie jeżdżą bryczki – tutaj złapałam woźnicę na sieście. W południe jest tak gorąco, że życie zamiera, za to pod wieczór wyspa tętni życiem.

Roślinność zgoła inna niż w Polsce. 🙂

Mdina to  żywa historia, pierwsza warowna osada istniała tu już  w 700  r. p.n.e. Wspaniale przejść się jej uliczkami, a z  murów  można podziwiać widok na wyspę.

Warto zajrzeć do muzeum o wdzięcznej nazwie The Knights of Malta,  gdzie poznamy fascynującą historię Zakonu Maltańskiego.

W Rabacie znajdują się niesamowite katakumby św. Pawła. To cała nekropolia!!! Robią naprawdę ogromne wrażenie. Zwiedzania na 2-3 godziny.

Wybraliśmy się także do wioski Popeye’a. Zbudowano ją  w 1980 r. na potrzeby filmu o dzielnym marynarzu, amatorze szpinaku.  Główną rolę zagrał Robin Williams. Film nie zrobił furory, nawet nie udało się nam go namierzyć w żaden sposób po powrocie do domu. Ale sama wioska robi wrażenie i jest na pewno ogromną atrakcją dla dzieci. Można w niej spędzić spokojnie cały dzień, choć w sezonie może być ciężko o leżak albo w ogóle miejsce nad wodą. W kompleksie znajdują się dwa baseny, kilka punktów gastronomicznych. Można sobie zrobić fotkę z bohaterami bajki, a o pełnych godzinach są atrakcje, np. taniec Popeye’a.

Jeden dzień spędziliśmy w morzu, w rejsie do Błękitniej Laguny, na bezludną wyspę Comino i w pobliże Gozo. To była piękna wycieczka! Wspaniałe widoki, kąpiel w lazurowej wodzie, nurkowanie z fajką po grotach….

A poniżej widok na Gozo z jachtu. Nie udało nam się na nią dotrzeć, ale jest na naszej liście miejsc do odwiedzenia. Podobno jest spokojniejsza niż Malta, a plaże na niej piękniejsze.

W rejs startowaliśmy z Bugibby, mocno turystycznej miejscowości. Można tam także poplażować, a obok plaży (kamienistej) znajduje się bardzo przyjemny parczek wodny – DARMOWY. 🙂

Nie mogło zabraknąć czasu na zwiedzenie Valetty, stolicy Malty, która liczy sobie oszałamiającą liczbę 6,5 tysięcy mieszkańców. 🙂

W Valetcie obowiązkowym punktem programu jest barokowa bazylika św. Jana Chrzciciela, ociekająca przepychem.

Ulice, uliczki Valetty.

Widok z murów Valetty. Zapachniało Bondem, prawda? A wiecie, że królowa Elżbieta  podobno poznała się ze swym małżonkiem, księciem Filipem, na Malcie właśnie? A na pewno spędzili tam wiele pięknych chwil jako para.

W Valetcie zajrzeliśmy do Muzeum Zabawek. Sentymentalna podróż w przeszłość… Muzeum jest niewielkie, ale warto je odwiedzić. Bardzo podobne znajduje się w Gdańsku KLIK, serdecznie polecam je odwiedzić. Niektóre z tych starych zabawek to niezłe koszmarki, prawda?

Będąc na tej pięknej wyspie można obejrzeć także akwarium maltańskie, które znajduje się w Bugibbie. Powiem szczerze – szału nie ma, ale na pewno będzie przyjemnym punktem podczas pobytu na Malcie. Dzieciom na pewno się spodoba.

Parę słów podsumowania.

Przelot: Ryanair lata z Gdańska, Krakowa, Poznania i Wrocławia. Nam udało się kupić bilety na cztery osoby w obie strony za 2100 zł. Cena ta obejmuje jedną dużą walizkę oraz 4 bagaże podręczne.

Kwatery: Zabukowaliśmy kwaterę  przez Airbnb. Zabraliśmy się za to dość późno, co zaowocowało słabym wyborem. Jak na maltańskie warunki była dość tania, około 5500 zł na dwie rodziny czteroosobowe na 11 dni. Na miejscu okazało się, dlaczego była tania – ciężko było tam dojechać, w pobliżu nie było dużego sklepu, nie miała tarasu czy podwórka. Oczywiście i tak bawiliśmy się doskonale, ale polecam bukować wcześniej i dobrze sprawdzać wszystkie parametry – warto dopytać mailem. W tym roku nie popełnimy takich błędów.

Jedzenie: Smaczne, pożywne, duże porcje.  W naszej wsi chadzaliśmy do North Country Restaurant & Bar, gdzie ceny były dość przyzwoite. Wino domowe – spory kieliszek wypełniony po brzegi (2 euro), ice tea – pół litra (1,20 euro), danie główne (10-17 euro). Przekąski na mieście – pizza, pie, zapiekanka z tuńczykiem – ok. 2 euro (baaaardzo sycące!).

Plaże: Choć Malta otoczona jest lazurową wodą, nie ma tu niestety wielu pięknych plaż, w większości są to skały. Nam najbardziej podobała się piaszczysta Mellieha Beach. Byliśmy także na Golden Bay Beach oraz na plaży w Bugibbie.

Komunikacja: Jak wspominałam, to temat rzeka. Niby jest, niby mnóstwo połączeń, w każde możliwe miejsce, ale… jest kompletnie, tragicznie zawodna. Nie raz zdarzyło nam się czekać  na autobus do naszej wiochy godzinę-dwie, rekord to było blisko trzy godziny!!! Do Mellieha Beach, na mapie oddalonej od nas 12 km potrafiliśmy jechać dwie godziny!!!  Uwaga, na autobus trzeba machać! Zdarzyło nam się, że ten wyczekany-wytęskniony autobus w końcu nadjechał… i nas minął, bo nie pomachaliśmy.  Ważne – na Malcie obowiązuje ruch lewostronny!

Opiszę Wam sytuację, która dobrze moim zdaniem odzwierciedla funkcjonowanie komunikacji miejskiej na Malcie.  Zdarzyło się to pod koniec naszego pobytu. Na przystanek podjechał nasz wyczekany autobus. Ponieważ chłopaki skoczyli do sklepu, weszłam do autobusu zagadać kierowcę. Coś mnie tknęło i zapytałam, o której odjeżdża, choć na rozkładzie widniało czarno na białym, że 20.29. Pan kierowca wyciągnął zza pazuchy wymiętą karteczkę i rozbrajająco oświadczył mi, że o  20.21… Musiałam go mocno poprosić, aby nie odjeżdżał o tej 20.21 i mocno modliłam się, żeby nasi panowie wrócili jak najszybciej.

Opowiem Wam jeszcze jedną historyjkę związaną z transportem publicznym. Mój mąż zagadał pana w pobliskim sklepiku z pamiątkami, gdzie również zaopatrywaliśmy się w bilety, o co chodzi z tymi autobusami. A pan na to: „Tu jest Malta, tu życie płynie wolniej. Ty pochodzisz z dużego kraju,  tu jest malutki kraj,  wszystko działa inaczej, musisz się przestawić.” 🙂

Na samochód się nie zdecydowaliśmy. Maltańczycy jeżdżą z fantazją, i to po lewej stronie. Widzieliśmy kilka wypadków.

Co warto zobaczyć? Mogę powiedzieć o tym, co widziałam. Polecam Rabat, a w nim katakumby, Mdinę – jako całość, trzeba się poszwendać jej historycznymi uliczkami, a w niej interaktywną wystawę Knights of Malta; ponadto wioskę Popeye’a, rejs na Błękitną Lagunę i Comino, wypad do przepięknej Valetty, a jak macie czas i chęci – akwarium w Bugibbie. Jeśli chodzi o plażę – zdecydowanie wygrywa Mellieha Beach.

Jedzenie: Szerzej się rozpisuję  TUTAJ. Warto spróbować królika (fennek), ulicznych wytrawnych wypieków, napoju Kinnie, ośmiornicy, pasty z suszonego bobu (pyyyyyyycha, wegańska), sosu pomidorowego z kaparami do pieczywa.

I jak, przekonałam Was do Malty? Jeśli macie pytania, zapraszam do kontaktu.

A w tym roku lecimy do Grecji! I tu mam pytanie do Was – czy możecie polecić fajną kwaterę blisko plaży w odległości godziny-dwóch od Aten?

Uściski,

Magda

PS. Więcej o Malcie przeczytacie na świetnym portalu Malta i Gozo.