I już wiosna!!! Wiosna wkoło! Kwiecień przywitał nas najpiękniej jak można – cudownym, ciepłym dniem. Dzieci spędziły cały dzień na dworze, my zresztą też, harując w ogrodzie. Mój mąż pożyczył piłę elektryczną i nie ma litości. Wszystkie suche, słabe, przerośnięte badyle padają jego ofiarą 🙂 Wszyscy zresztą spędziliśmy czas w ogrodzie, my pracując, dzieci bąblując, choć ich trochę zmotywowałam do pomocy – trzeba im przyznać, że trochę pozbierały suchych liści, pogrzebały w ziemi, no i oczywiście z dzikim błyskiem w oku podlewały wodą z konewki co się da.

Przy okazji poobserwowały zwyczaje zwierząt – wypasionej dżdżownicy i małego czerwonego pajączka. Ale z drugiej strony  jak tu pomagać w ogrodzie, skoro wyjechały huśtawki, lina Tarzana, rowery, hulajnogi, stare motorki i inne pierdoły, no i w końcu można siedzieć w piaskownicy??? Do tego Maja, zainspirowana lekturą (a właściwie audiurą) „Dzieci z Bullerbyn” (zna na pamięć!!!) błyskała fajerwerkami dowcipu w stylu „Babcia, ale masz dziurę w spodniach”! Trzeba nadmienić, że wizyta babusi była nader ważna (zawsze jest, ale wczoraj wyjątkowo) – przyniosła nam krzaczki truskawek do zasadzenia, na wyraźne życzenie wnusi, która marzyła o własnych truskaweczkach w ogrodzie. No i są, zobaczymy, jaki będzie ich los… 🙂

Myślę, że kwiecień zapowiada się wspaniale, pierwszy jego dzień był doskonały!

A jaki był marzec? Też niezgorszy! Dość kulturalny rzekłabym 🙂 Albowiem zaliczyliśmy aż cztery występy artystyczne!

Ale po kolei:

1. W pracy obchodziliśmy Dzień Kobiet. Zaprosiliśmy wizażystki, zaaranżowaliśmy wygodnie przestrzeń i dziewczyny mogły przyjść na konsultacje i makijaż. I to było super. Ale dla mnie bardziej super było to, że ROBIŁAM IM ZDJĘCIA. Miałam ogromną przyjemność fotografować ponad 60 przeróżnych twarzy. Niesamowite doświadczenie. Nauczyłam się bardzo dużo.  Jak ważna jest relacja między modelką a fotografem. Jak ważne jest to, aby była w dobrym nastroju i dobrze o sobie myślała. Jak szybko zdiagnozować najmocniejsze strony i co zrobić, aby to one były najbardziej widoczne na zdjęciu. Niesamowite doświadczenie!!!

2. Tego samego dnia wybraliśmy się z mężem na recital KOBIETA DO ZJEDZENIA naszej koleżanki, Magdy Smalary. Magda pochodzi z tego samego miasta, co my, a ponadto na studiach w Warszawie mieszkałyśmy razem przez rok, i to był wspaniały rok 🙂 A sam występ jest przezabawny, Magda doskonale śpiewa, towarzyszą jej świetni muzycy, do tego należy dodać szczyptę nostalgii z mojej strony za wspólnie spędzonym czasem (ach, młodość nie wieczność) i fantastyczny koktajl gotowy! (To pierwszy występ artystyczny, o którym wspominam wcześniej).

 

3. Moja kochana mamusia Krysia obchodzi w marcu imieniny. Z tej okazji urządziła wspaniały obiad z wielkim deserem. Jak to fajnie spotkać się w pełnym składzie… Dorośli jedzą i gadają (ile można!!? :)), dzieci krzyczą i biegają… i jest super. Człowiek się taki emocjonalny robi w pewnym wieku… Różne myśli przychodzą do głowy, ale wniosek jest jeden – cieszmy się tym, co mamy – że wszyscy jesteśmy zdrowi i że możemy być razem.

4. Mąż mnie zaprosił na musical „Skazany na bluesa”! Do Gdyni przyjechał Teatr Śląski ze spektaklem w reżyserii Arkadiusza Jakubika, którego uwielbiam. Kapela i odtwórca roli Ryśka Riedla byli naprawdę świetni. Co do adaptacji – na początku nie mogłam się wkręcić, bo była dość hmmm, metafizyczna? Ale potem ją kupiłam. Było świetnie. (To drugi występ.)

5. Nadejszla WIOSNA! Wszyscy skaczą z radości. Dzieci odpaliły hulajnogi, rowery i rolki. Ja też już jeździłam na rolkach pod gołym niebem. Uwielbiam!!!

6. Z okazji wiosny występ miała nasza córcia Maja. Skubana, nie puściła pary z gęby, a okazało się, że miała główną rolę – Słoneczka! Tzn. wiedzieliśmy, że będzie słoneczkiem, ale nie wiedzieliśmy, że to największa rola w spektaklu. Recytowała, śpiewała, tańczyła… No szok. Pękaliśmy z dumy. Oszczędzę Wam wypasionych fotek ze spektaklu, podejrzewam, że na Was nie wywrą takiego wrażenia 🙂 I to jest ten trzeci występ artystyczny.

7. A następnego dnia występ miał synuś Miki. Cała grupa słodziaków przebrana za pszczółki wychwalała ich pracowitość słowem i pieśnią, jak również tańcem. No boskie to było!!! Tym sposobem doszliśmy do czwartego spektaklu 🙂

Nie wiem jak Wy, drodzy rodzice-czytelnicy, ale ja na takich spektaklach płaczę i śmieję się nieopanowanie. To ich przejęcie, trema, miny, przepychanki, wtopy i sukcesy działają na mnie w sposób iście magiczny. Uwielbiam!!!

8. Ruszyła moja strona magiadomu.com oraz blog w nowej odsłonie. To ważne. Czeka mnie jeszcze mocne rozpropagowanie ich, ale ponieważ wciąż nie wszystko jeszcze się wydarzyło jeśli chodzi o technikalia, nie chwalę się tak mocno. Ale są!!!

No i czy ten marzec nie był mega-kulturalny!? Jaki był u Was? Mam nadzieję, że także udany.

Uściski