Znany także jako Pufek, Pufcio, Fufonek, Rufi, Rufonek, Fufu, Pućkus… czyli nasz rudzielec, kocur… Piękny, duży, wypasiony, z białą mordką, bursztynowymi oczami, różowym noskiem i różowymi poduszeczkami (pućkami)… Miał sześć lat. Zginął nam 18 marca,  czyli już półtora tygodnia temu:( Wyszedł na noc, jak to często ma w zwyczaju, i rano się nie stawił na śniadanko, co dla niego bardo dziwne, bo żarty z niego zwierz… Straciłam już nadzieję, że do nas wróci. Co dziwne, sąsiedzi z obu stron twierdzą, że go widzieli już po zginięciu. Trochę nie chce mi się w to wierzyć… Bo skoro był tak blisko domu, to czemu nie przyszedł?

Chciałabym napisać parę słów o Rufusie, bo to naprawdę wyjątkowy kot. Bardzo inteligentny i charakterny. Zawsze wiedział, jak się o nim mówiło i w ogóle wiedział, co się do niego mówi, tylko nie zawsze miał ochotę reagować:) Nie był specjalnie czuły, ale jak mu się zebrało na amory, to gdy przytulanki i udeptywanie sięgały zenitu, ślinił się, co wcale nie było obrzydliwe, ale raczej rozczulające. Uwielbiał APORTOWAĆ, ale tylko… gumki do włosów. Miał jakiś fetysz na tym punkcie. Miał też słabość do prania suszącego się na stojącej suszarce. Zdejmował pomniejsze części garderoby, takie jak skarpetki i majtki, i rozwlekał je po całym domu. Uwielbiał, jak go smyrać po pućkach i w środku ucha. Jego przysmaki to surowy kurczak, tuńczyk z puszki oraz woda po tuńczyku (aż się trząsł), śmietanka kremówka. Lubił spać w koszu i zawsze wybierał ten mniejszy, choć ledwie się w nim mieścił, wywalając różowe kopytka poza wejście koszyka. Zawsze go po nich smyraliśmy przechodząc obok.

Rok temu złamał lewą tylną nogę, w pięciu miejscach. Przez ponad dwa miesiące męczył się w gipsie, a my z nim… To było straszne. Już wtedy myśleliśmy, że go stracimy… Przeszedł trudne leczenie i się wylizał, żeby po roku się zgubić. Smutne to jest. To naprawdę niezwykłe, jaka więź może się wytworzyć między człowiekiem, a zwierzęciem. To moje „panieńskie” koty (bo mamy jeszcze jednego). Mój mąż nie był szczególnym fanem kotów, ale do tych się naprawdę przywiązał. Mój teść, który też za kotami nie przepada specjalnie, nasze polubił, a w szczególnym poważaniu ma Rufuska właśnie. Twierdzi, że to wyjątkowo mądry kot.

No i teraz musimy się przyzwyczaić żyć bez Rufa. Smutno nam. Na półpiętrze stoją wciąż dwie budki kocie, dwie miseczki… Wróci? Chyba już nie…