Tegoroczna edycja Gdynia Design Days miała miejsce w dniach 1-10 lipca, jak zwykle w fantastycznym Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym (PPNT). Zawsze z wielką przyjemnością tam bywam. Tym razem udało mi się wygospodarować na to święto aż calutki dzień!!! Miałam czas zwiedzić wszystkie wystawy i dodatkowo uczestniczyć w wydarzeniu pod nazwą „Design językiem biznesu – spotkania i warsztaty„.

Najbardziej zapadła mi w pamięć rozmowa z Przemysławem Powalaczem, prezesem zarządu Geberit Sp. z o.o. (na zdjęciu po prawej, obok prowadzący rozmowę i koordynator wydarzenia, Henryk Stawicki) i jedno zdanie, które jak sam przyznał, także usłyszał od kogoś mądrego i wziął sobie do serca: gdy projektujesz, nigdy nie ograniczaj się tym, co ktoś o tym pomyśli. Rób jak uważasz, od serca, oczywiście wsłuchując się w potrzeby klienta, ale nie pozwól się skrępować tym, że ty sądzisz, że ktoś inny skrytykuje twój pomysł. Amen.

Ponadto bardzo inspirujące było wystąpienie Magdy Garncarz z firmy RAGABA, Kamili Wasilewskiej z Internetowej Galerii Obrazów PRIME ART oraz Moniki Zagajskiej z niezwykłej perfumerii Mo61 Perfume Lab. Wszyscy oni mieli odwagę założyć własne firmy, w które uwierzyli i w które włożyli całe swe serca. A one im się teraz pięknie odwdzięczają.

Jeśli chodzi o wystawy, to udało mi się obejrzeć te zlokalizowane w budynkach PPTN. Na pewno jeszcze wybiorę się na wystawę poświęconą Markowi Cecule w Muzeum Miasta Gdyni, na szczęście trwa do października. Pozostałych już niestety nie zobaczę.

Na wystawie poświęconej spółdzielni ŁAD moją uwagę przyciągnęły mebelki dziecięce. Cudny stołeczek konik i krzesełka hmmm… sarenki?

 

 

W Kids Design Space pokazano 14 prototypów, które powstały dzięki współpracy dzieci z polskimi projektantami. Spodobało mi się tam kilka rzeczy, między innymi krzesło Oskara Zięty z gazetnikiem na oparciu:

Świetny stolik ze sklejki, składany bez śrub:

 

Kolejny stolik, tym razem montowany do ściany w prosty sposób:

Lampa M studia Razy 2, której wszystkie elementy składają się i przemieszczają dowolnie dzięki magnesom:

 

A także elementy drużyny Josegi (szczerze mówiąc nie wiem do końca co to jest, chyba jakaś gra) pracowni Jasiewicz:

 

Wykonane są z drewna i tak cudowne w dotyku, że chciało się je głaskać i nie wypuszczać z dłoni.

 

Niezwykle ciekawa okazała się wystawa ODZYSKANE, przedstawiająca projekty związane z tym, co daje nam morze, ale i z tym, co człowiek do morza nieodpowiedzialnie wrzuca. Poniżej materiały wytworzone z meduz:

i rybiej skóry:

Pomysł na wykorzystanie mikroalg jako pigmentu do nadruku tekstyliów. Piękny kolor.

 

Lampa z piasku:

Dywan ze zużytych sieci rybackich. Dla mnie rewelacja.

Stołek z wyłowionego plastiku.

Materiał z toreb na zakupy.

Na wystawie „Design u źródeł” najbardziej spodobały mi się lampy z filcu i drewna oraz piękny kilim. Chyba nigdy nie przestanie mi się podobać ta paleta barw…

 

W sali, w której zgromadzono najlepsze dyplomy ASP wydziałów Architektury Wnętrz i Wzornictwa miałam okazję usiąść na niecodziennej ławce z patyków. Muszę przyznać, że była dość wygodna!

 

Bardzo spodobał mi się modułowy system regałów, które można swobodnie ze sobą zestawiać. Każdy mebel jest oddzielnym bytem, który może nachodzić na drugi ze swej rodziny. To jak je zestawimy i jak głęboko dosuniemy jeden mebel z drugim zależy tylko od nas.

Fotel jak z kamieni. Śliczny, prawda?

Na wystawie „Irrational Times” mą uwagę przykuł taki oto niecodzienny mebel. W opisie widniało, że to kombinacja wieszaka na ubrania, stołka i naczynia na drobne przedmioty. Czadowy, prawda?

Ale me serce skradła ta oto komoda. To chyba jedyny przedmiot, którą tak naprawdę chciałabym wynieść z GDD… No, może jeszcze kilim/dywan z wystawy „Design u źródeł”. PRZE-PIĘK-NA!

 

W „Stolarni zmysłów” można było zapoznać się z warsztatem prawdziwego drwala.

 

 

Wystawa „Konsekwencje” przedstawiała projekty, których celem jest poprawa życia w kontekście zaspokajania podstawowych potrzeb. Najbardziej spodobała mi się kuchenka wykorzystująca jedynie światło słoneczne. Naczynie stawia się na „palniku” u góry, przypominającym kratkę na kuchence gazowej. Skupione soczewką światło słoneczne pozwala gotować potrawy. Niesamowite!!

Drugi niezwykły projekt to but, który rośnie z użytkownikiem. Może „urosnąć” nawet o pięć rozmiarów!

 

Bardzo się cieszę, że tak blisko mnie odbywa się taka impreza.

Byliście? A jak nie, to będziecie w przyszłym roku? Ja na pewno… 🙂

Uściski!
Magda