Mieliśmy dziś jechać całą rodziną na weekend do hotelu z aquaparkiem… Miało być cudownie… I weź sobie człowieku planuj super wyprawy 🙁 Dzieci chore, zostałam dziś z nimi w domu. Miki już drugi tydzień siedzi w domu, Maja chyba w przyszłym nie pójdzie, no pochlastać się można. Jedno szczęście, że humory im dopisują i nie zachowują się jakby im coś dolegało.

Wczoraj od południa dziećmi zajmował się tata. Gdy przyszłam do domu, zastałam taką konstrukcję 🙂

Uwielbiałam to za dzieciaka! Dziś jak widać też nam się przydała. Poniżej akcesoria niezbędne do zabawy wewnątrz domku: piszczący kurczak i nakręcana latarka.

Byłam bardzo zadowolona, bo od rana dzieci nie wołały o bajkę, jak to zwykle bywa, tylko bawiliśmy się w domku z koców i rysowaliśmy.

Dopiero o 11:00 przypomniało im się, że w domu jest telewizor! Dzieci oglądały, a ja postanowiłam na szybko prześledzić ślady ich bytności w domu. Choćbym nie wiem ile razy odkładała rzeczy, to i tak jest ich wszędzie mnóstwo, zwłaszcza tych dzieciowych. No to po kolei!

Konik pamiątka-prezent od taty dla Mikiego z Wisły… Przewrócił się, niech leży…

W kieliszku rozerwana przez Maję bransoletka czeka na ponowne nanizanie. Nie wiem, czy się doczeka…

W kącie za pianinem jest stajnia. Za nimi mural stworzony przez półtoraroczną Maję. W tym roku chyba nas czeka malowanie.

Magiczne gadżety, dobrze im na podłodze.

Pozytywka „Czterej muzykanci z Bremy”. Prezent dla Mai na pierwszą Gwiazdkę. Obecnie zajmuje lokal na pianinie.

Owieczka-magnesik na piekarniku. Oby nie trafiła do środka!

Osiołek odpoczywa sobie na kanapie. Towarzyszy Mai odkąd miała dziewięć miesięcy.

Ciuchcia Mikołaja zamieszkała na parapecie, na dobre.

I to jeszcze nie wszystko…:) Jak Wy sobie radzicie z zabawkami dzieci w strefie dziennej? Ja niby mam pojemnik na zabawki, ale te rzeczy żyją własnym życiem chyba.

Uściski i dziękuję za wizytę!

Magda